W obronie Gucwińskich

Drodzy Czytelnicy!

Wydanie, które trzymają Państwo w rękach, poświęciliśmy w większości bolesnej sprawie nieludzkiego, można rzec - jaskiniowego - traktowania zwierząt, głównie w naszym kraju, ale nie tylko. Parę drastycznych przykładów zaczerpniętych z listów i telefonów do redakcji planowałam wykorzystać jako puentę w słowie wstępnym, które zawsze piszę na końcu, gdy całe wydanie gotowe jest już do przekazania drukarni. Nie przypuszczałam, że przyjdzie mi tu napisać o czymś wyjątkowo wrednym, podłym - szczególnie bolesnym i dla mnie, i dla całego zespołu redakcyjnego, a sądzę, że i dla większości naszych Czytelników, od 14 lat wychowywanych w miłości i poszanowaniu dla zwierząt poprzez artykuły w rubryce "Gawędy o zwierzętach". Nie chodzi w tym przypadku o okrutne znęcanie się nad zwierzętami, ale... nad ludźmi, którzy zwierzętom poświęcili całe swoje życie.
Sprawa dotyczy państwa Hanny i Antoniego Gucwińskich - od ponad 40 lat gospodarzy Wrocławskiego Ogrodu Zoologicznego, twórców jego sławy daleko przekraczającej granice naszego kraju, nawet kontynentu, i promującej Wrocław w całym świecie; autorów setek audycji telewizyjnych, książek, podręczników akademickich i artykułów w prasie fachowej i popularnej poświęconych dobru zwierząt. O ich wspaniałym jubileuszu 50-lecia pracy w ogrodzie i 40-lecia szefowania mu przez p. Antoniego Gucwińskiego pisaliśmy zaledwie kilka miesięcy temu. Cieszyliśmy się wraz z nimi z powodu setek listów i gratulacji, jakie otrzymali od Czytelników "Ekoświata" - głównie nauczycieli i dzieci szkolnych, ale i parlamentarzystów, urzędników państwowych. Nawet planowaliśmy kilka wybranych, szczególnie "chwytających za serce" listów przytoczyć w miesięczniku wraz z podziękowaniami jubilatów, bo nie na wszystkie udało im się osobiście odpowiedzieć. Nie pisaliśmy wówczas, że wokół pp. Gucwińskich zaczyna się dziać coś paskudnego, niestety - typowego ostatnio w naszym kraju.

Świadomość, że zasłużeni jubilaci odejdą (prędzej czy później) na zasłużoną emeryturę, zelektryzowała wcale niemałe kręgi osób i grup interesu (nie tylko z Wrocławia) zainteresowanych objęciem schedy po Gucwińskich. Zaczął się "wyścig szczurów" - tym mocniejszy w podłym wyrazie, im mocniejsze osobistości czy kręgi interesu reprezentujący. Do zoo, pod pretekstem jego zwiedzania (każdy może przecież kupić bilet), zaczęły wkraczać dziwne grupki "wycieczkowiczów", fotografujące i przyglądające się nie zwierzętom, ale placom i budynkom, ustalające, które obiekty się "wywali" (przypominamy - całe zoo jest zabytkiem), jakie (np. aquapark, delfinarium) postawi się w ich miejsce. Nawiązywano "współpracę", w zamian za różne formy rewanżu, z pracownikami ogrodu, prosząc o "kompromitujące" informacje oraz wpuszczenie tam, gdzie poza pracownikami - głównie ze względów na bezpieczeństwo - nikt nie wchodzi. A wiadomo, wszędzie znajdą się tacy, którzy nie pogardzą datkiem, nie zawahają się przed największą nawet podłością w zamian za odpowiednią gratyfikację.

Spieszono się coraz bardziej w eliminowaniu Gucwińskich z gry, nie czekając na ich spokojne odejście, sterując umiejętnie - za pośrednictwem lokalnej, tzw. polskojęzycznej prasy łowiącej czytelnika "na sensację" -budowaniem wokół nich intrygi mającej na celu zdeprecjonowanie ich fachowości, zasług, dorobku, mającej wykazać, że są nieudolni, za starzy na sprawowanie kierownictwa w zoo, nienowocześni, więc blokujący postęp. Gucwińscy zwrócili się wówczas listownie do najwyższych władz państwowych z prośbą o wzięcie w obronę, ujawniając cały mechanizm, a zwłaszcza powody intrygi (funkcja dyrektora wrocławskiego ogrodu, kierownicza, a zwłaszcza teren przyległy i należący do zoo marzy się wielu "biznesmenom"). Zareagowano, żądając od lokalnych władz wyjaśnień. Nie minęły nawet 4 miesiące od tego faktu, gdy ruszyła na Gucwińskich lawina błota. A to akcja internetowa - e-maile z wyzwiskami, groźbami, zarzutami o dręczenie zwierząt, a to zbieranie podpisów wśród młodzieży pod oświadczeniem, że w zoo więzi się zwierzęta i panują fatalne warunki ich hodowli, a to że jest zagęszczenie w pomieszczeniach dla żółwi (setki tych zwierzątek, jak i innych "domowych" wyrzuconych przez swych właścicieli przed wakacjami Gucwińscy, jak co roku, przygarnęli do zoo, ratując przed niechybną śmiercią), a to że w zoo panuje brud, smród i są puste klatki (niekonsekwencja), że niektóre obiekty (szalet, jeden z mostków) się sypią, niewyremontowane (zgodnie z planem, czekają na remont). Kto widział wrocławskie zoo (zwiedzających z kraju i zagranicy są setki tysięcy), wie, że zarzuty są wyssane z palca. Zoo jest piękne i zadbane. Nawet pokazywany w telewizji "maltretowany" w ciasnej klatce agresywny niedźwiedź, którego nie można wypuszczać na wybieg od strony publiczności, naprawdę ma na zapleczu kilka pomieszczeń do swego "użytku", do których może swobodnie przechodzić z klatki. Potwierdziła to kilka dni temu specjalna, niezależna komisja weterynaryjna.

Uhonorowani setkami nagród, wyróżnień, prestiżowych krajowych i między-narodowych odznaczeń, medali za swą prawie 50-letnią działalność dla dobra zwierząt pp. Gucwińscy od władz miasta, którego imię rozsławili w świecie, nie otrzymali ... nawet dyplomu. Są przeszkodą dla wpływowych we Wrocławiu grup polityczno-biznesowych w nadawaniu "nowego wizerunku" ogrodowi, który stworzyli własną pracą i wiedzą. W tej chwili pp. Gucwińscy, umęczeni i non stop upokarzani, są doprowadzeni do ostateczności. Nie widzą wręcz dla siebie miejsca w kraju. Może na ich szczęście - miejmy taką nadzieję - w zoo rozpoczęły działalność dziesiątki różnych komisji: weterynaryjnych, policyjnych, prokuratorskich, społecznych, towarzystw opieki nad zwierzętami... Już efekty badań niektórych z nich zadają kłam oskarżeniom. Nagonką internetową, zwłaszcza tą z obelgami i pogróżkami, obiecała zająć się policja.

Nie ma chyba szans wstrzymać nagonki w mediach. Koncerny prasowe mają swoje gazety w całym kraju - wolne, niezależne, polskojęzyczne i - na każdą okoliczność - niezależnych, etycznych "dziennikarzy", zazwyczaj mających jako przygotowanie jedynie młodość i dyspozycyjność.

Prosimy naszych Czytelników o psychiczne wsparcie pp. Gucwińskich - teraz tego potrzeba im najbardziej.

Jeśli w naszym - obecnie bardzo katolickim, praworządnym, mającym katolickie władze - kraju dzieją się takie rzeczy, czemuż się dziwić, że Polska wyludnia się coraz bardziej, że emigrują nie tylko młodzi niemający szans na pracę, ale i ci, którym coraz duszniej w atmosferze ustawicznych afer personalnych, nagonek, ataków, odwetów, pomówień, podejrzeń... Tego już nawet zwierzę nie wytrzyma.

Barbara Templin
Redaktor naczelna miesięcznika Ekoświat

Kulisy trudnej sprawy

Kliknij, aby powiększyć wybraną stronę:


(98kB)

(78kB)

Listy czytelników

Droga Redakcjo!

Z wielkim smutkiem obserwujemy "zapłatę", jaką zgotowały Państwu Gucwińskim władze miasta Wrocławia za ich cudowną pracę na rzecz najbardziej bezbronnych istot (zwierząt) i nas wszystkich. Za nią możemy dziś tylko podziękować. Ale możemy też, i musimy, wyrazić swój głęboki sprzeciw wobec tych, którzy dopuszczają się takich nieprawości.

Kochana Pani Haniu i drogi Panie Antoni - tak Was po prostu nazywamy my, zwyczajni ludzie w całej Polsce. Podstępnie odebrać stanowisko, próbować upokorzyć, jak widać, można. Ale z pewnością nie odbiorą Wam szacunku i miłości, jakimi Państwa my darzymy.
Wierzymy, że dobro zwycięży, a z Waszych serc płynęło ono nieustannie przez pół wieku. Teraz wróci w naszych słowach podziękowania i, mamy nadzieję, w mądrych decyzjach władz jakże pięknego Wrocławia. Jesteśmy z Wami, nie poddawajcie się.

Nauczycielski Klub Ekologiczny "Kropla" - Mogilno, nauczyciele ze Szkoły Podstawowej w Gębicach, woj. kujawsko-pomorskie, Jolanta Kasperkowiak z rodziną, sąsiedzi i znajomi oraz wielu ludzi, których nie sposób wymienić, a którzy prosili o przekazanie poparcia.

***

Czy znacie Państwo bezpośredni adres poczty elektronicznej do Państwa Gucwińskich? Skoro odwołali pana Antoniego Gucwińskiego, zachodzi obawa, że mogą mu nie przekazywać korespondencji, a mam ogromną ochotę napisać do nich parę ciepłych, serdecznych słów, na które swoją fantastyczną działalnością zasługują.

Izabella Maria Turza

***

Proszę wybaczyć moją szczerość, ale i ja, chociaż mam już 62 lata, poważnie rozważam możliwość wyemigrowania (na stałe!) z tego pięknego kraju nad Wisłą, w którym coraz trudniej jest żyć ludziom porządnym, wrażliwym, z poczuciem dumy i godności.
Rozumiem Państwa Gucwińskich i współczuję im w goryczy za odpłacenie nienawiścią za ich miłość do "braci mniejszych", o których nauczał nawet Jezus, czyli do zwierząt.
I ja mam też "niezłe przeboje" tu gdzie mieszkam. Przy tej okazji zamierzam się nimi z Czytelnikami "Ekoświata" podzielić. Walczymy o godność człowieka jako cząstki przyrody i samej przyrody w sensie ogólnym. Z Państwem Gucwińskimi solidaryzujemy się i jesteśmy z nimi.

Andrzej Oślizło

***

Jestem nauczycielką przyrody. Od najmłodszych lat wychowywałam się na programach Państwa Gucwińskich. Od zawsze głęboko podziwiam ich miłość do zwierząt, pracę i zaangażowanie. Nigdy nie uwierzę, że ich działania były skierowane przeciwko podopiecznym z zoo. Wręcz przeciwnie - ich opowieści, rady i wywiady zawsze były pełne życzliwości i sympatii do wszystkich istot żyjących. Z bólem słucham telewizyjnej nagonki na tak wspaniałych ludzi, którzy całe swoje życie poświęcili zwierzętom. Nikt nas nie przekona, że kierowały Nimi niskie pobudki. Tracę co prawda nadzieję, że w naszym kraju może zwyciężyć rozsądek. Wraz ze swoimi uczniami życzę Szanownym Państwu Gucwińskim sił i wytrwania w tych trudnych chwilach oraz wiary, że są ludzie niedający się omamić politycznymi rozgrywkami.

Anna Lipska
Nauczycielka przyrody ze Szkoły Podstawowej Nr 1 w Parczewie

***

Przyznam otwarcie, że nie lubię samej idei zoo - trzymania zwierzaków w klatkach ku uciesze gawiedzi. Zwierzęta (jak i ludzie) powinny być wolne, a nie żyć - choćby w najlepszych warunkach - za kratami. Ale to całkiem inna historia.
We wrocławskim zoo byłem wielokrotnie i pomimo mej niechęci do tego, że zwierzaki są na stosunkowo małej powierzchni "poupychane", odnosiłem wrażenie, że robi się wszystko, by stworzyć im jak najlepsze warunki do życia. Jeśli brak środków na prowadzenie inwestycji w zoo, to uważam, że to nie Gucwińscy, ale władze Wrocławia zbyt mało zrobiły, by zadbać o jedną z wizytówek miasta. A jak się okazało, teren przyległy do zoo zdaniem władz lepiej było przeznaczyć na sprzedaż (ciekawe komu?), niż przekazać ogrodowi. Najlepiej jest potem wytykać, że zoo ciasne, że zwierzęta nie mają miejsca itp. dyrdymały. Wstyd!
A Państwo Gucwińscy, których kilka razy spotkałem przed laty, zawsze odnosili się życzliwie do zwiedzających, obsługi, a przede wszystkim do zwierząt. Ogród pokazał różnorodność polskiej i światowej fauny wielu milionom zwiedzających, stanowił pod tym znakomitym kierownictwem wspaniałe miejsce do odpoczynku dla wrocławian i przyjezdnych, dla dużych i tych całkiem małych, fascynując i dostarczając wiele radości.
To niebywałe, co się teraz wyprawia. Te nagonki, uprawianie brudnej polityki i walenie porządnych ludzi po plecach w kapturze inkwizycji. Dla mnie to czyste świństwo.
Smutne jest rozstanie z przyjaciółmi; miejsce to tylko miejsce.

Piotr Maud-Dib

***

Bardzo szanuję i podziwiam PP. Gucwińskich. W dzieciństwie i młodości żyłam od "Zwierzyńca" do "Z kamerą wśród zwierząt". Do dziś pamiętam niektóre programy. Jest mi bardzo przykro z powodu tego, co się dzieje. Nie wierzę, że ludzie, którzy przyjmowali tyle rozmaitych zwierząt pod swój dach, krzywdzili je. Co do ciasnoty we wrocławskim zoo - ciekawa jestem co ci, którzy pyszczą na ten temat, powiedzieliby o zoo krakowskim, warszawskim czy chorzowskim. Jeżeli porównać zoo wrocławskie z krakowskim, to jakby porównywać lotnisko z chusteczką do nosa.

Baśka

***

Jestem wprost oburzona deptaniem wszelkich autorytetów w imię politycznych przetargów. Kogo jeszcze zbezczeszczą, by zapewnić sobie ciepłe, dobrze płatne posadki?! Jak można zabierać ludziom, którzy całe życie poświęcili zwierzętom i zoo, radość życia?!
Proszę o podanie mi adresu, gdzie mogłabym wyrazić swoje oburzenie. Zwracam się też o adres internetowy Państwa Gucwińskich, ponieważ chcę wyrazić im moje osobiste podziękowanie za długie lata spędzone przed telewizorem, kiedy to jako dziecko, a później młodzież mogłam się uczyć miłości do zwierząt, podziwiając serdeczność i oddanie Państwa Gucwińskich.
Co nam zostanie w naszym dziwnym kraju, który nazywamy Ojczyzną, kiedy podepczemy autorytety, wielkie osobistości i odrzemy się z wszelkich uczuć?!...

Mirosława Granica

***

Całe moje środowisko, które zajmuje się ekologią Warmii i Mazur, zelektryzowała smutna wiadomość o rozwiązaniu umowy z Państwem Gucwińskimi z miejskiego zoo we Wrocławiu. Jest to typowy polityczny gest ze strony władz miasta Wrocławia. Ludziom tak zasłużonym dla upowszechniania wiedzy jak Państwo Gucwińscy należy się najwyższe uznanie. To dzięki ich wiedzy, umiejętnościom prezentacji zwierząt na ekranie TV oraz licznym publikacjom młodzi ludzie, ale także starsi wiele dowiedzieli się o miłości do zwierząt, o tym, jak je chronić przed różnego rodzaju zagrożeniami, jak tworzyć warunki dla ich bytowania, co my, jako szarzy ludzie, winniśmy wiedzieć o ochronie przyrody, o tym, jak postępować we własnym środowisku. Dlaczego tak się dzieje w naszym kraju, że nie wiedza, nie mądrość ludzka rządzą, lecz warcholstwo i polityczne zawirowania. Do czego chcemy doprowadzić takim postępowaniem? Czy może do tego, by zastraszać ludzi i podporządkowywać ich swoim celom? Czy dzieci w szkołach mają być analfabetami w dziedzinie wiedzy o przyrodzie, czy nie najważniejsze jest zachęcanie do szanowania tego, co przyroda stworzyła? Mamy obowiązek obrony najważniejszych wartości przyrodniczych, o czym mówi ustawa o ochronie przyrody z 2006 roku. Jak można było dać wypowiedzenie pracy, a zwłaszcza w tak obrzydliwy sposób, tak zasłużonym dla upowszechniania wiedzy o przyrodzie ludziom jak Państwo Gucwińscy? To nie tylko polityka, to zwykły skandal na skalę całego kraju.
Od wielu lat zajmuję się upowszechnianiem wiedzy przyrodniczej o Warmii i Mazurach. Przez prawie 40 lat wychowywałem młodzież w duchu miłości do przyrody w lokalnym i regionalnym środowisku Mazur. Tym bardziej smuci mnie i moich przyjaciół fakt sponiewierania Państwa Gucwińskich przez władze miasta Wrocławia, w dodatku ma to miejsce przed ich 50-leciem pracy dla zoo. To po prostu zwykłe świństwo. Jak ludzie w takich przypadkach mogą zaufać władzy?
Solidaryzuję się z treścią słowa wstępnego Pani Redaktor Barbary Templin z wyd. 10/2006.

Tadeusz Peter
Prezes Warmińsko-Mazurskiego Oddziału
Stowarzyszenia Autorów Polskich

***

Mierzi mnie gówniarzeria pseudopolityków. A dziennikarze niezależni? Ja już dosłownie wychodzę z siebie, szukając takich. Uczyłem się dziennikarstwa na pracy pana Kapuścińskiego - na jego zasadach etycznych. Kto ich dziś przestrzega? Kasa się liczy, krótkotrwały sukces w postaci - pardon - przypieprzenia komuś, bo tak się "robi" prasę i telewizję. Napisałem "robi się", bo to nie jest już misja - to robota na zamówienia i wyrobnictwo. Przepraszam za słownictwo, ale sam doświadczam bagna w stosunkach z władzami, politykami czy "kolegami" po piórze, którzy co cztery lata sprzedają się innym. Piszcie prawdę. Dziś Wam dziękuję za to i mam nadzieję, że będę Wam dziękował i za cztery lata, kiedy pseudodziennikarze zmienią ulubieńców politycznych.
Proszę to potraktować jako list Waszego czytelnika

Mariusz Nagórski

***

Dwukrotnie gościliśmy jako grupa Klubu Ekologicznego LOP z Głogowa Małopolskiego we wrocławskim zoo. Byliśmy zauroczeni zwierzakami, otoczeniem i zabytkowymi obiektami - szczególnie nimi. Słoniarnia, herpetarium zrobiły na nas wielkie wrażenie. Wszędzie było czysto, zwierzęta ruchliwe i zadbane pokazywały się nam, gdy chcieliśmy je dłużej obserwować. Spędziliśmy tam za każdym razem ponad pół dnia, chociaż nasze wyjazdy były krótkie i inne wrocławskie atrakcje bardzo nas kusiły. Nie były to pobieżne odwiedziny. Jesteśmy zaskoczeni i zasmuceni oskarżeniami, które padają pod adresem Państwa Gucwińskich kierujących wspaniałym zoo przez tak długie lata. To bardzo bolesne, że ludzi kompetentnych tak się traktuje. To skandal, jakich zresztą dziś jest wiele. Polityczne rozgrywki nie powinny mieć miejsca, gdy chodzi o zwierzęta. Zoo dziś jest nie tylko miejscem edukacji, ale również wypoczynku, oazą zieleni dla wrocławian. O ratowaniu wielu gatunków właśnie przez ten ogród też nie można zapominać. Mamy wielką nadzieję, że znajdą się ludzie mądrzy, którzy będą wspierali duchowo i materialnie zakochanych w zwierzętach Państwa Hannę i Antoniego Gucwińskich. Ich publikacje i programy telewizyjne są dowodem profesjonalizmu i ogromnej wiedzy o zwierzętach. Czy to nie jest znak dzisiejszych czasów, że poza nawias wyrzuca się wiedzę i kompetencję. Liczy się nowa wizja. Czy lepsza?

Maria Woźniak
Opiekunka Klubu Ekologicznego LOP w Zespole Szkół w Głogowie Młp.
wraz ze swoimi podopiecznymi

***

Właśnie przeczytałem w poczcie e-maila z 27 września, a równolegle nadszedł 10. numer "Ekoświata" zawierający słowo wstępne Redaktor Naczelnej pisma - tym razem szczególne, bo w obronie ludzi.
Przeczytałem i przez chwilę pomyślałem, że skądś znam i sprawę, i okoliczności, i cały ten obrzydliwy mechanizm nagonki, i zjadliwe komentarze tych, którzy zawsze wokół atakowanych osób dostrzegali jakieś brudy. I te komisje powoływane, aby nic tylko wyjaśnić rzetelnie, a jakże...itd.
Nie miałem szczęścia osobiście poznać Państwa Gucwińskich, pamiętam ich sprzed 50 z górą lat, gdy chodzili razem, idąc do pracy, a może spacerując w okolicach ogrodu zoologicznego. I tak ich - nierozłącznych - odkryłem w radiu i telewizji. Zawsze razem, jako najpierw zarządcy zoo, a następnie Wielcy Animatorzy działań na rzecz Przyrody. Ten przymiotnik "Wielcy" jest prawdziwy, bo oparty na nieustannym osobistym przykładzie właściwego stosunku człowieka do człowieka, do świata, do swojego otoczenia, i jest to przykład nacechowany dobrocią.
Byli i są słuchani w ciszy przez całe rodziny i rozumiani jednakowo przez dorosłych i dzieci dlatego, że osobiście demonstrują uśmiech i dobroć, i nadzwyczajną życzliwość, i miłość przyrody, i to wszystko w stopniu graniczącym z heroizmem. Trzeba być profesjonalistą, więcej - perfekcjonistą, będąc przyrodnikiem, aby być takim, jak oni.
Toteż ten brutalny atak na ich dorobek musi wywołać oburzenie i sprzeciw, ale też i głębszą refleksję. Poczekajmy jeszcze trochę, a w sensie dosłownym będziemy mogli dedykować im na pociechę ów gorzki wiersz Norwida "Coś ty Atenom zrobił Sokratesie...".

Zasługują, aby we Wrocławiu nazwać ich imieniem ulicę, aby w zoo ustawić na ich cześć głaz, aby dokumentował wdzięczną pamięć Polaków o ich wspaniałym dorobku całego życia poświęconego wielkiej idei. Wierzę głęboko, że tak się kiedyś stanie, bo prawda nie potrzebuje światła, sama jest światłem dla ludzi.
Proszę mi darować, że nie odniosę się najmniejszym słowem do tych, którzy z różnych powodów uczestniczą w tej niesmacznej imprezie w zacietrzewieniu poszukując błędu, albo jeszcze gorzej - klasyfikując PP. Gucwińskich według ich rzekomych przekonań, o których zdaje się wszystko wiedzą. To ludzie mali i za chwilę zostaną zapomniani. Gruntownie.
Zapewniam Panią Redaktor, że gdyby wrocławskim ogrodem zoologicznym kierował Święty Franciszek, nie doczekałby jubileuszu 50-lecia. Jego grzechy zostałyby policzone i skatalogowane i o wiele wcześniej zostałby osądzony wg aktualnego zapotrzebowania władzy, a przez "przekaziory" przewrotnie potępiony ku uciesze gawiedzi!
Państwu Hannie i Antoniemu Gucwińskim życzę długich lat pełnych zdrowia i radości życia i kontynuacji tych spacerów nad Odrą. Na pewno spotkają podobnych do mnie kiedyś, którzy uśmiechną się do nich. Teraz, po tylu latach, będzie to uśmiech wdzięczności, ten sam, który rozświetla spotkanie starych, dobrych znajomych i przyjaciół.

Józef Pękala
(Emerytowany budowniczy i długoletni dyrektor naczelny Elektrowni Opole - przyp. red.)


Od redakcji:
Co do propozycji: właśnie otrzymaliśmy informację z Biura Prasowego wojewody dolnośląskiego Krzysztofa Grzelczyka, że wojewoda wystąpił z propozycją zaakceptowaną przez władze miasta Wrocławia nadania imion dwóm nowym wrocławskim ulicom i skwerom: Ryszarda Kuklińskiego i Tadka Jasińskiego. Ten drugi to 13-letni chłopiec, obrońca w 1939 r. Grodna. Rzucił butelką z benzyną w sowiecki czołg, za co został zabity.
Państwo Gucwińscy już za życia są legendą, choć na razie z normalnego ich życia czyni się piekło, a potężnymi "głazami" godzi w ich dobre imię. Zabijanie wrocławskich "legend" trwa! Kto będzie następny? W tym samym czasie Warszawa zgotowała piękny jubileusz 50-lecia pracy twórczej Janowi Kobuszewskiemu. Czyli można...




Otrzymane nagrody i odznaczenia państwowe

Antoni Gucwiński
  • Złoty Ekran 1974,
  • Medal Komisji Edukacji Narodowej 1977,
  • Nagroda im. B. Winawera 1983,
  • Złoty Krzyż Zasługi 1983,
  • Wiktor (nagroda za osobowość telewizyjną) 1986 i 1987,
  • Medal Włoskiej Akademii Nauk 1987,
  • Medal Konrada Lorenza przyznany w 1993 roku w Wiedniu (za działalność na rzecz edukacji ekologicznej i przyrodniczej),
  • Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski 1999,
  • Gwiazda Telewizji Polskiej 2002,
  • Oskar Dziecięcych Serc (za pomoc dla dzieci z chorobą nowotworową) 2002,
  • Order Uśmiechu 2003.

    W roku 2001 obdarzony tytułem Doktor Honoris causa , przyznanym przez Akademię Rolniczą we Wrocławiu.

    Hanna Gucwińska
  • Złoty Ekran 1974,
  • Medal Komisji Edukacji Narodowej 1977,
  • Nagroda im. B. Winawera 1983,
  • Złoty Krzyż Zasługi 1983,
  • Wiktor (nagroda za osobowość telewizyjną) 1986 i 1987,
  • Medal Włoskiej Akademii Nauk 1987,
  • Medal Konrada Lorenza przyznany w 1993 roku w Wiedniu (za działalność na rzecz edukacji ekologicznej i przyrodniczej),
  • Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski 1999,
  • Gwiazda Telewizji Polskiej 2002,
  • Oskar Dziecięcych Serc (za pomoc dla dzieci z chorobą nowotworową) 2002,
  • Order Uśmiechu 2003.



    List prezydenta Wrocławia
    Rafała Dutkiewicza

    Kliknij na list, aby powiększyć.




    Wypowiedzenie umowy o pracę

    Kliknij na wypowiedzenie, aby powiększyć.




    List Ministra Środowiska

    Kliknij na list, aby powiększyć.




    Pozew o uznanie wypowiedzenia
    za beskuteczne

    Pozew można otworzyć klikając na link: Pozew.doc



    Fundacja BARENWALD Muritz

    Kliknij na list, aby powiększyć.




    Protokół kontroli ogólnych warunków utrzymania zwierząt
    we Wrocławskim Ogrodzie Zoologicznym












    Wrocław, dnia 18.09.2006 r.

    Sz. Pan Wojciech Kaczkowski
    Dyrektor Departamentu Infrastruktury i Gospodarki
    Urząd Miejski Wrocławia
    ul. G. Zapolskiej 4
    WROCŁAW

    Odpowiedź na Pana pismo z dnia 12.09. br. dot. zarzutów internautów oraz prasy lokalnej, przekazuję 45 szt. zdjęć opisywanych zwierząt wraz z moimi uwagami.

    1. i 2. Przedstawia szczątki pisklęcia kury domowej. Pisklęta - jednodniówki otrzymujemy po uśpieniu w stanie zamrożonym z Zakładów Wylęgowych Drobiu i stanowią one pokarm ptaków drapieżnych - sów, myszołowów, sępów, orłów. Prawdopodobnie z wolier tychże drapieżców wolnożyjące ptaki na terenie ZOO - sroki i wrony wykradły niedojedzone szczątki pisklęcia i pozostawiły je na ogrodzeniu.

    3. Zdjęcie przedstawia, wysokociężarną owcę grzywiastą, u której nie można przed porodem przeprowadzić korekcji racic, ani kopyt jak pisze skarżący, gdyż zabieg ten wymaga poddania zwierzęcia pełnej narkozie. W praktyce wykonuje się to po odbytym porodzie.

    4. Przedstawia ogiera konia rasy haflinger skaleczonego po lewej stronie szyi - prawdopodobnie przez partnerkę. Widoczna rana jest zaopatrzona środkiem CTC - najskuteczniejszym lekiem przy takich urazach.

    5. Koń haflinger na wybiegu, na ściółce, a czystość jego kopyt i pęcin, co wyraźnie widać na zdjęciu wskazuje, że nie stoi w gnoju. Wybiegi koni są sprzątane co 2 dzień.

    6. Przedstawia wiewiórkę trójbarwną, która trafiła do nas niedawno , a utraciła częściowo owłosienie ogona prawdopodobnie w wyniku stresu transportowego i związanego z aklimatyzacją w nowym lokum. Zmiany te w okresie aklimatyzacji przy podawaniu znacznych ilości preparatów mineralnych, witamin - ustąpią.

    7. Basen niedźwiedzi polarnych zasilany jest z pompy głębinowej. W okresie tegorocznej suszy uzyskiwana woda zawierała podwyższoną zawartość związków żelaza, co spowodowało jej ciemniejszy kolor. Ze względów oszczędnościowych i zdrowotnych nie możemy sobie pozwolić na trzymanie niedźwiedzi polarnych w chlorowanej, miejskiej wodzie wodociągowej.

    8. i 9. Przedstawia węża Trimeresurus alborabris, który - jak pisze autor zdjęcia wykonanego w dniu 23.08.06. był w terrarium nieobecny. Nierozumiem więc o jakim zwierzęciu myślał donosiciel. Wąż tego gatunku znajduje się w naszej kolekcji w zupełnie innym miejscu i czuje się b. dobrze.

    10. Przedstawia jaszczurkę Tupinambis - teju złoty - najmniejsza i najsłabsza w grupie. Tu jednak między osobnikami swego gatunku przyjmuje pokarm, natomiast odizolowana niechybnie zginęłaby, gdyż w samotności w ogóle nie je. Widoczny na zdjęciu gruby ogon gada świadczy o jego niezłej kondycji.

    11. Przedstawia żółwia gwieździstego, którego w stanie okrutnego zaniedbania przejęliśmy wraz z siedmioma innymi osobnikami z przemytu 14.07. 2004 r z Hong-Kongu w ramach międzynarodowej akcji „Ratujmy żółwie”. Wszystkie 8 osobników powierzonych naszej opiece żyje i ma się dobrze. Widoczny na fotografii żółw spożywa nie fermentujące jabłka lecz sałatkę z dorodnych brzoskwiń.

    12. Przedstawia legwana zielonego wymęczonego przez prywatnego terrarystę i podrzuconego do ZOO w stanie głębokiego wyczerpania. Po zastosowaniu odpowiednich warunków i diety, tak on, jak i legwan przedstawiony na fot. 13 (z ubytkiem żuchwy) odzyskają dobrą kondycję. A może by tak jednak umieszczać przy takich okazach dane ofiarodawcy ? Może to ochroniłoby ZOO przed oszczerstwami osób niewtajemniczonych.

    14. Przedstawia gekona w trakcie wylinki gdzie schodzący naskórek pokrywa również oko. to fotografujący, nie dostrzegł tych fizjologicznych procesów u gekona.

    15. Pyton ściągnął promiennik wraz z oprawą - wyłączoną z sieci i dzięki temu nie odniósł oparzeń. Grzejnik po kilkudziesięciu minutach usunął elektryk - konserwator, który jako jedyny ma pod opieką wszystkie urządzenia elektryczne ZOO i nie przewidział, że ciężki pyton potrafi ściągnąć lampę.

    16. Przedstawia gekona w okresie wylinki. Schodzący naskórek podobnie jak na fot. 14 przykrywa oko.

    17. Przedstawia jaszczurkę Zonosaurus, która przebyła zabieg operacyjny 5 lat temu (usunięcia płata tarczycy) i jest w dobrej kondycji mając obecnie 9 lat.

    18. Młody gekon przy larwach mącznika. Natomiast podstawowym pokarmem jego są świerszcze i drewniaki.

    19. Trzy martwe osobniki Blaberus sp. - w terrarium tym znajduje się około 30 szt. tych zwierząt, których długość życia wynosi 2 - 3 miesiące. Tam gdzie życie, pojawia się również śmierć. Martwych nie zauważył pielęgniarz podczas rannego sprzątania, a może ich wówczas nie było.

    20. Przedstawia normalny proces wylinki, która świadczy o tym, że zwierzę znajduje się w dobrej kondycji. To że kilka płatów schodzącego naskórka zatrzymało się na kończynie i po kilku godzinach zeszło, świadczy o tym, że proces ten przebiegło prawidłowo.

    21. Zdjęcie fałszywe - wykonane poza naszym terrarium.

    22. Pyton siatkowy - u tego osobnika wylinka nigdy nie przebiega w całości, w czasie kilku dni. W tych samych warunkach inne osobniki przechodzą wylinkę w o wiele krótszym czasie. Próbujemy ustalić czy jest to proces osobniczy, czy wskazówka o zaburzeniach w organizmie. Ponieważ wąż jest w b. dobrej kondycji i nie zdradza jakichkolwiek innych symptomów chorobowych, pozostaje na naszej obserwacji.

    23. Żółwie stepowe (niestety najczęściej graniczne konfiskaty) przebywają na organicznej ściółce, która ułatwia im poruszanie się na dużym wybiegu. Prezentowany na fot. żółw znajduje się w naczyniu karmowym ( kuwecie), do którego swobodnie wchodzi i w każdej chwili bez problemu może go opuścić.

    24. Żółwie stepowe podobnie jak wiele innych zwierząt korzystają z promieni słonecznych, gdyż ich pomieszczenie jest tak specjalnie usytuowane, aby przy otwartym oknie docierało tam słońce. Czy fotografujący sądził, że żarówka jest lepsza od słońca ? W dni pochmurne i w nocy korzystają z grzejnika elektrycznego.

    25. W naczyniu widzimy siekaną marchew, a nie tartą, gdyż ta druga szybciej fermentuje. Przedstawione żółwie wykazują wspaniałą kondycję (szeroka biała linia przyrostów na pancerzu). Poza marchwią żółwie te otrzymują też różne sałaty z owoców i warzyw.

    26. Teju złociste na torfowym podłożu - jak widać w doskonałej kondycji i nie szukają okazji do ukrycia. Właściwie pielęgnowane oswojone teju są wyjątkowo spokojne i łagodne wobec siebie.

    27. Żółwie korzystają z bezpośrednich promieni słonecznych w ciągu dnia, zaś w nocy grzeją się po 750 Wat grzejnikiem, którego fotografujący nie zauważył.

    28. i 29. Anolis kubański - jaszczurka, która w warunkach naturalnych przeżywa średnio ok. 5 lat. Nasz osobnik dochodzi do 20 lat i wiadomo, że "dziadek" nie będzie miał kondycji "poborowego".

    30. Żółwie stepowe przejęte na granicy jako przemyt. Przemycane są z reguły żółwie młode, stąd nie ma wśród nich osobników dorosłych.

    31. Nie tylko żółwie, ale wiele innych zwierząt - np. małpy oddają kał i mocz podczas przyjmowania karmy, w miejscu gdzie stoją. Stąd konieczność częstego podawania małych porcji tak aby paszę zabrudzoną usunąć.

    32. Grupa żółwi greckich pod grzejnikiem, a ten osobnik z wyciągniętą szyją jest w pełni zrelaksowany. Zwierzęta te mają dość obszerne terrarium, ale skupiają się pod źródłem ciepła. I co w tym nienormalnego?

    33. Przedstawia żółwia, którego cechą gatunkową i rozpoznawczą są wyjątkowo wysklepione elementy pancerza. Dla porównania załączam fot. takiego żółwia z encyklopedii. Nasz osobnik otrzymany z Brazylii ok. 15 lat temu wykazywał wyjątkową wyrazistość segmentacji pancerza, ale nie potrafimy powiedzieć czy jest to taka jego uroda, czy pozostałość zmian pancerza w dzieciństwie.

    34. Samica kajmana w stosunkowo niedużym pomieszczeniu. Próby ulokowania w większym terrarium kończą się jej odmową przyjmowania pokarmu przez kilka tygodni. Powrót do starego miejsca przywraca jej apetyt. Po przeprowadzeniu modernizacji pawilonu krokodyli (zgłoszony remont na 2007) - udostępnimy jej większy basen.

    35. Krokodyl nilowy - jeden z grupy z własnej hodowli, które są przygotowywane na nowy wybieg, o budowę którego występujemy od kilku lat. Mam nadzieję, że w planach na rok 2007, pozycja ta zostanie przez Urząd Miasta uwzględniona, jeżeli nie, zaistnieje konieczność przekazania krokodyli do innego Ogrodu.

    36. Widoczny na zdjęciu pokarm dla legwana zielonego składa się z sałaty, marchwi, brzoskwini, jabłka, selera, pietruszki, gruszek, szczypioru, trawy, mleczu i groszku. Podobną sałatkę otrzymują legwany , komponowaną z innych krajowych i egzotycznych owoców i warzyw.

    37. i 38. Przedstawiające wychudzonego legwana zielonego dotyczy osobnika podarowanego niedawno (w czasie wakacji) Ogrodowi przez prywatnego hodowcę - amatora.

    39. Przedstawia albinotyczną formę pytona tygrysiego, który jako okaz wyjątkowo delikatny łatwo zapada na różne dolegliwości skórne. Przebywa obecnie na leczeniu na zapleczu terrarium.

    40. Brak kończyny, którą gekon utracił w walce z rywalem, upośledza znacznie tego osobnika, nie mniej jednak jest on żywotnym ojcem grupy gekonów i stanowi doskonały materiał hodowlany. Na terrarium umieścimy dodatkową informację.

    41. Waran stepowy „odstający” od innych osobników zjada podobną ilość pożywienia co pozostałe, które prezentują doskonałą kondycję. Nie potrafimy w tej chwili ustalić, mimo, że jest pod stałą kontrolą weterynaryjną dlaczego jest chudszy i trzyma się na uboczu.

    42. Przykładowy basen ogrodowy dla żółwi wodnych zabezpieczony przed opadami śniegu w okresie zimowym. W okresie lata usytuowanie wybiegu sprawia, że od wschodu słońca do późnych godzin popołudniowych żółwie znajdują się w bezpośrednim zasięgu promieni słonecznych.

    43. Krokodyl nilowy na wybiegu. Fotografujący zarzucając nam, że trzymamy krokodyla bez wody nie zauważył, że jego pomieszczenie składa się z dwu części : zewnętrznej bez basenu, w której przebywa zazwyczaj w ciągu dnia, mając możliwości dostępu w każdej chwili do części wewnętrznej, gdzie ma do dyspozycji duży, podgrzewany basen. Złośliwy obserwator zauważył na wybiegu plastikowe butelki - niestety wrzucone przez „dowcipnych” zwiedzających, natomiast nie dostrzegł pięknej, zdrowej skóry pełzającego na słońcu krokodyla.

    W internecie pojawiło się wiele kłamliwych informacji o działalności MOZ. Obrażono wielu pracowników określając ich przestępcami, kryminalistami i nieukami. Po konsultacji z Radcą Prawnym MOZ, złożyłem w dniu 11.09.06 ustne doniesienie do policji, do Wydziału Przestępstw Internetowych. Po zapoznaniu się z przedstawionymi materiałami policja przyjęła doniesienie kwalifikując je wstępnie jako przestępstwo z art. 212 kk paragraf 1 i 2. Kopii protokołu zawiadomienia nie otrzymałem.



    WYJAŚNIENIA ORAZ ZASTRZEŻENIA
    DO PROTOKOŁU KONTROLI

    Aby pobrać dokument kliknij poniżej:
    Wyjaśnienia oraz zastrzeżenia


  • Copyright © 1999-2006 EKOświat. All rights reserved.