Nr 4 (177) · Kwiecień 2008

Kwiecień 2008

Praca konkursowa "Moja Ziemia - Mój Świat" autorstwa DAMIANA JAROMINA z Gimnazjum nr 6 w Jaworznie, woj. śląskie

Drodzy Czytelnicy!

Kwiecień w naszym kraju jest od kilku lat takim szczególnym miesiącem, w którym z racji Dnia Ziemi - obchodzonego coraz powszechniej, zwłaszcza w szkołach, a zauważanego już przez niemal wszystkie media - mówi się dość dużo o problemach związanych z szeroko pojętą ochroną środowiska. I choć oczywiście nie wszystkie wygłaszane na tę okoliczność wypowiedzi dobrze służą sprawie (wciąż jeszcze nierzadko próbuje się przedstawiać ekologów jako "szajbusów", a ekologię jako tyleż zwariowaną, co przemijającą modę), to i tak "cała sprawa" coraz mocniej wciska się do społecznej świadomości. To oczywiście "dla sprawy" dopiero początek drogi - stromej i śliskiej, jakby rzekł Mickiewicz. Bo nawet jeśli społeczeństwo temat zauważy, zrozumie związki między stanem środowiska a własnym zdrowiem czy choćby jakością życia - to i tak od etapu mówienia do etapu czynienia droga daleka i z pewnością niełatwa.

Kto by w naszym kraju wynalazł sposób na to, aby owo mówienie (o ekologii) gładko i powszechnie przechodziło w konkretne, praktyczne działanie na rzecz środowiska, dokonałby epokowego odkrycia. Bo przecież niby wszyscy albo przynajmniej większość z nas wie, że nie godzi się zaśmiecać otoczenia, że karygodne jest wyrzucanie śmieci do lasów, rzek, rowów, zagajników, bo to nie tylko potwornie szpeci krajobraz, ale przede wszystkim zatruwa powietrze, którym oddychamy, skaża wodę, którą pijemy lub w której się kąpiemy. Postępowanie takie już nawet Kościół uznał za grzech, na równi z innymi przewinami przeciw dziełu Stwórcy, wspólnemu dobru i bliźniemu swemu. A przecież lasy, pola, rowy, zagajniki, strumienie i rzeki wciąż pełne są cuchnących, ohydnych śmieci, to prawda już wyrzucanych najczęściej pod osłoną nocy, zatem ze świadomością naganności takiego postępowania. Wypalone połacie łąk i pól, choć niby każdy wie, że szkodzi to środowisku i że już grożą za to kary, nadal straszą co wiosnę i co jesień. Drzewa zdolne osłonić nas przed pyłami, spalinami, kurzem i coraz intensywniejszą spiekotą, mogące jako jedyne pochłonąć dwutlenek węgla z atmosfery i zatrzymać dramatyczne, widoczne już gołym okiem zmiany klimatu, masowo giną pod toporami, skazywane na zagładę z pazerności lub głupoty różnych urzędowych niedouków. Niegdyś zielone przestrzenie wśród miejskich blokowisk lub wiejskich zagród, obecnie na masową skalę zamieniane są w betonowe pustynie, na których szlaki komunikacyjne wyznaczane są nie przez krzewy, drzewa i żywopłoty, ale przez betonowe mury lub żelazne kołki.

Jedno się więc wie i mówi, drugie robi, jakby nie widząc prostego związku wiedzy z własnymi deklaracjami czy oczekiwaniami. Jak zatem sprawić, by za słowami i deklaracjami szły czyny?

Bywając na różnych ekologicznych festynach, festiwalach i świętach, niejednokrotnie z przykrością, złością, a w końcu już z rozbawieniem (bo ileż można się wściekać) obserwowałam przedstawienia, teatrzyki, różnego rodzaju artystyczne prezentacje, w których trakcie ekologia, Ziemia, Matka Natura, ukochana Planeta jednym tchem wymieniane były w każdym wierszu na przemian z deklaracjami typu: kochamy naszą Ziemię, troszczymy się o nią, wzywamy wszystkich: opamiętajcie się, chrońcie środowisko, ratujmy naszą kochaną Ziemię, nie zaśmiecajmy, segregujmy, o Ziemię dbać przyrzeknijmy!!! Równocześnie audytoria - nie tylko dziecięco-młodzieżowe, ale i dorosłe, a jakże, przyrzekając, gęsto sypały między ławki plastikowe kubki i butelki, papiery z batonów czy lodów, torebki z czipsów; deptały po nich, nie widząc cienia związku między powtarzanymi deklaracjami a śmieciem pod własnymi butami.

Kiedyś z pewnym dowcipnym profesorem akademickim od ekologii próbowaliśmy eksperymentu. Zadawaliśmy znienacka pytanie: Kotuś, mógłbyś (mogłabyś) podnieść ten kubeczek i wrzucić do śmietnika? Z reguły obrzucano nas zdziwionym, obrażonym spojrzeniem i pokazywano plecy. Profesor swój eksperyment prowadził też na przystankach autobusowych, zbierając wyrzucone przez oczekujących papierki, pety, zapałki i przenosząc je do kubła. Grzecznie przy tym komentował, że szkoda tych walających się surowców wtórnych. Tylko raz przyłączył się do niego jakiś drugi pan z "profesorską aktówką", inni angażowali się w sprawę, pokazując, gdzie jeszcze leżą śmieci, użalając się też, jak u nas brudno, albo stukali się po czole, odsuwając się od szajbusów na bezpieczną odległość...

Jak więc skutecznie połączyć teorię z praktyką, deklaracje z czynami, świadomość z własnym postępowaniem? Chcielibyśmy o takich dokonaniach przeczytać w relacjach z tegorocznych obchodów Dnia Ziemi.

Nagrodą za najciekawsze wypowiedzi będzie komplet ,,Ekoświata" z autografami pp. Gucwińskich i... moim.

Barbara Templin

EKOAKCJE
Dzień Ziemi 2008
Z WYKRZYKNIKIEM!
Te amerykańskie świnie
EKONADZIEJE
Zaizolować = zaoszczędzić
POD ROZWAGĘ
Modelowa wioska
SPOD PIECZĘCI
Ekoszansa dla rolników
ZIELONA SZKOŁA
Czasem Jaś uczy Jana
Czysta woda środowiskiem życia
EKOŚCIĄGA
Pokochajmy nasze drzewa
Z TEJ ZIEMI
Pożreć partnera
ZIELONA KSIĘGA
Plotki o zwierzętach
Plotki o roślinach
NA RATUNEK
Ssaki - dziwolągi
PROMOCJA
Zagrożenia środowiska okiem satyryka
CIEKAWOSTKI
Szypolenowy ołtarz
Mysi Big Brother
OKO NA EKO
Kamienne narzędzia szympansów
Silniejsze erupcje po trzęsieniach
MISZMASZ
Koalicja klimatyczna
Stop rzezi fok!
Przyroda - moja miłość
ŚWIAT WOKÓŁ NAS
Zabytki życia
GALERIA MŁODYCH
Jestem drzewem
Stop zaśmiecaniu!
Posadzimy nowe drzewa
RAJ NAJMŁODSZYCH
Pomóc naturze
EKO W PRZEDSZKOLU
Przyszła wiosna
GAWĘDY O ZWIERZĘTACH
Papugi w domu - blaski i cienie (cz. II)
SKARBY PRZESTWORZY
Nur czarnoszyi
EKOTRYBUNA
Nie wystarczy kochać...
Coś nie tak - okrucieństwo na chwałę Boga?
Zły to ptak, który... i cudze gniazda kala


Copyright © 1999-2008 EKOŚwiat. All rights reserved.