Praca konkursowa "Moja Ziemia - Mój Świat 2001"
autorstwa MARCELINY DASZKIEWICZ z Gimnazjum w Bezledach
Drodzy Czytelnicy!
Minione święta wielkanocne spędzałam na Podkarpaciu, a ponieważ pogoda była cudowna, każdą chwilę wykorzystywałam na dalekie i bliższe spacery "w krainę swego dzieciństwa", jakby można to poetycko określić. Ale konfrontacja wspomnień z aktualną rzeczywistością nie nastrajała poetycko - wręcz przeciwnie. Bolało serce, gdy patrzyłam na czarowne miejsca moich zabaw i wycieczek z dzieciństwa, teraz ogromnie zniszczone przez ludzką głupotę, niegospodarność, brak kultury czy nawet...zwykłe, prymitywne chamstwo. Bo jakże inaczej nazwać zawalenie śmieciami i wszelkim rupieciem ślicznej niegdyś, czystej, meandrującej malowniczo wśród dolin i pagórków rzeki, ubranej teraz po obu brzegach - jak na wiejski odpust - festonami folii, szmat, papy, żelastwa i fragmentami odzieży, spłyconej pryzmami gruzu, starych naczyń, beczek itp. sprzętu? Jakże inaczej określić ślady po wręcz grabieżczej wycince nadrzecznych, śródpolnych czy umacniających niegdyś okoliczne skarpy drzew? Wypalone łąki, osmolone lub spalone śródłąkowe zarośla widać w całej okolicy. Dymy niezliczonych wręcz pożarów z podpalanych traw snuły się nad całą, widoczną ze wzgórz jak na dłoni okolicą nawet w Wielką Niedzielę! Wyglądało na to, że wprost po wielkanocnym nabożeństwie gospodarze ruszyli w pole, aby dokonać w imię Boga dzieła ujarzmienia dzikiej, wrogiej, nieprzyjaznej człowiekowi przyrody... O rażącej sprzeczności takiego postępowania z nakazami Stwórcy, z naukami zmartwychwstałego w tym dniu Chrystusa, w podkarpackich kościołach nikt nigdy nie słyszy.
O konieczności ochrony środowiska i obowiązujących w tym względzie przepisach, np. o zakazie wycinania nie tylko własnych, ale i "niczyich" drzew, nie ma pojęcia wielu przedstawicieli lokalnej władzy - sołtysów. Opowiadano mi o jednym, jak zapamiętale, nawet osobiście, ogołaca z drzew i zarośli okolicę, a posadzony przez jednego z miejscowych pasjonatów przyrody nadrzeczny - już całkiem spory, zdrowy i śliczny - lasek nakazał wyciąć, bo... rośnie na gruncie rolnym!!! Widziałam ten lasek, ciągnie się na odcinku ok. 200 metrów pasem kilkumetrowej szerokości nad rzeczną skarpą, w dodatku grunt ten jest własnością tego gospodarza. "Jego" odcinek brzegu jest uprzątnięty, między drzewkami znów wyrosły niespotykane już na okolicznych łąkach kwiaty - fiołki, zawilce, sasanki, pierwiosnki itp., niegdyś tworzące tu prawdziwe kobierce. Wśród zarośli znalazły ostoję bażanty, zające, nawet sarny. Mają gdzie się schronić, gdyż podobnych zielonych oaz w tej okolicy powstało kilka.
I to jest największa nadzieja na pożądaną zmianę, na odrodzenie się właściwych relacji człowiek - przyroda. Na wsi przykład jest szczególnie zaraźliwy (na razie widać to jeszcze po tych złych). Gdyby w sukurs przyrodzie przyszły miejscowe szkoły - niestety w wielu przypadkach całkiem bierne w tym względzie - gdybyż działania służące jej odrodzeniu wsparło duchowieństwo - także nierzadko zajęte zgoła czym innym, co jest obserwowane przez lokalne społeczności z coraz większym zażenowaniem wobec faktów, przy których sybarytyzm biskupa Jankowskiego albo tzw. sprawa bpa Poetza są "małym piwem"... Lasy i zarośla by odrosły, rany zadane środowisku by się zabliźniły, wody uwolnione ze śmieci się oczyściły.
Po obchodach Dnia Ziemi, w których uczestniczyłam, z których (z terenu całego kraju) znam relacje, można oczekiwać, że upragnione zmiany nadejdą, już nadchodzą. Nadzieję niesie młode pokolenie, wychowywane przez wspaniałych nauczycieli, których coraz więcej, których nazwiska znają Państwo m. in. z każdego wydania naszej gazety. Takiego entuzjazmu, takiego OGROMNEGO SERCA DLA PRZYRODY wykazywanego przez naszych najmłodszych nie da się opisać słowami, może można je próbować mierzyć mimowolnymi łzami wzruszenia, łzami szczęścia tych, którzy to zaangażowanie widzą i rozumieją jego doniosłość. Na podsumowanie jednej z takich cudownych imprez "dla Ziemi" pan Antoni Gucwiński przytoczył autentyczny i aktualny przykład z podwrocławskiej miejscowości: dwaj chłopcy z płaczem przynieśli do zoo sowy mieszkające w ich stodole; jedną, niestety, już martwą, drugą ciężko poranioną. Obie wydarli ojcu, który zasadził się na nie z widłami...
Drodzy młodzi, drodzy nauczyciele, powtarzam się, ale muszę to znów podkreślić: w Was nadzieja na odrodzenie środowiska i uratowanie Ziemi przed człowiekiem dla człowieka.
Barbara Templin
|
| W NUMERZE |
| Z WYKRZYKNIKIEM |
|
Brutalne barbarzyństwo
|
| ZIELONA LIGA |
|
Jeżeli nie my, to kto?
|
| NA RATUNEK |
Przewodnicy dzikich gęsi
Przywracanie instynktu
Kamienny szlak
|
| EKOŚCIĄGA |
Spadkobiercy łódzkiej puszczy
Ekozakupy
|
| ZIELONA SZKOŁA |
Białobrzeskie boćki
Czego Jaś się nie nauczy...
Pasjonaci z Sochocina
Ekotydzień w Olecku
|
| GAWĘDY O ZWIERZĘTACH |
|
Wronie indywidualności
|
| EKODYLEMATY |
|
Szansa w genetyce?
|
| SUMIENIE EKOLOGICZNE |
|
Człowiek człowiekowi
|
| EKONADZIEJE |
Spadkobiercy łódzkiej puszczy
Ekozakupy
|
| ZIELONA SZKOŁA |
Plotki o roślinach
Plotki o zwierzętach
|
| EKOSPRINT |
Hałdy zbyt wysokie
Oby wrócił las!
Brońmy dębu
Ochrona przed wilkami
Ornitologiczna sensacja
|
| SKARBY NATURY |
|
Moja Ziemia - Mój Świat 2001
|
| CIEKAWOSTKI |
Galapagos pod ochroną
Zdobycze chirurgii
Soja lekiem
Igranie z wodą
Atlas dla Odry
|
| OKO NA EKO |
Trujące szamba
"E" w "TMMT"
Cenna stłuczka
Kosztowne śmieci
|
| MISZ-MASZ |
Paragrafy na odpady
Dla strażników przyrody
22 maja Dzień Praw Zwierząt
Znów atak na wilki!
Na carską tropinę
Jak uniknąć tragedii na morzu
|
| EKO W PRZEDSZKOLU |
Z przyrodą na Ty
Otwieranie serc
|
| GALERIA MŁODYCH |
Halo, tu Szczecin - ekologia na wesoło
Podróż do Śmieciolandii
|
| EKOPROGRAMY |
|
Sadzimy wierzby u Czy jeszcze zaszumią?
|
| EKOKONKURSY |
"Przyroda moja miłość"
Zielony Internet
|
| EKOTRYBUNA |
|
Uwrażliwić serca, otworzyć umysły
|
| RAJ NAJMŁODSZYCH |
Chroniąc przyrodę, chronimy człowieka
Żyją obok nas
Życzę Ziemi na Dzień Ziemi...
|
| OKIEM GLOBTROTERA |
|
Meandry ekologii w kraju faraonów
|
| I EKO, I LOGICZNIE |
|
Mini ogrody na naszych balkonach
|
|